Kochani,
Już miesiąc minął odkąd wróciliśmy do Polski, czas więc na małe podsumowanie podróży i nasze refleksje.
Statystyk za dużo nie będzie, bo co mówią statystyki? Mogą dać jedynie ogląd sytuacji a i tak sedno tkwi w szczegółach :) .
Ale dla tych do nie mieli czasu śledzić na bieżąco naszego bloga, albo właśnie na niego weszli po raz pierwszy kilka liczb.
Nasza podróż trwała dokładnie 144 dni od momentu wyjścia z domu do jego powrotu. Odwiedziliśmy w jej trakcie 7 krajów: Argentynę, Chile, Brazylię, Ekwador, Kubę, Meksyk i Barbados. Choć formalnie nasza noga stanęła również na terytorium Peru, Paragwaju i USA (Nie licząc rzecz jasna Niemiec i Londynu) Odbyliśmy 15 lotów, ale uwaga: 17 startów i lądowań ;) (szczegóły tutaj).
Podróżowaliśmy samolotem, pociągiem, autobusem, busem, samochodem, konno, na rowerze, łodzią i nawet kawałek stopem, na pace pick-upa ;) .
Mówiliśmy łącznie w 5 językach, jeśli „mówieniem” można określić wypowiedzenie kilku zdań w języku francuskim (ja) i rosyjskim (Adam) ;-).


Podróż była spełnieniem naszych marzeń i mimo, że nie wszystko wyglądało tak, jak sobie to wyobrażaliśmy a czasem było bardzo trudno,  była świetnym przeżyciem i dała nam mnóstwo radości i wspomnień. I zdecydowanie powtórzylibyśmy ją raz jeszcze, a gdybyśmy mieli cofnąć się w czasie i jeszcze raz zaplanować trasę, to nic byśmy nie zmienili.
Często dostajemy pytania od ludzi, który kraj był dla nas najpiękniejszy, albo gdzie chcielibyśmy zamieszkać, albo jak to jest po powrocie. Dlatego też przygotowaliśmy poniżej listę pytań, na którą obydwoje odpowiedzieliśmy (nie czytając wcześniej co drugie napisało!), a którą stanowiła dla nas świetną zabawę i trening pamięci ;) .

1. Najpiękniejszy kraj, który odwiedziłam/-em?
Aga: nie ma takiego kraju,… bo wszystkie mają w sobie jakieś piękno. Jednak kraj najbliższy memu sercu to Kuba, ze względu na muzykę i taniec, ciepło i otwartych ludzi.
Adam: Trudno powiedzieć, łatwiej mi wskazać rejony państw –  Patagonia – zarówno ta argentyńska jak i chilijska, Wyspy Galapagos, oraz dolina Viniales na Kubie. Gdybym miał jednak wskazać cały kraj to Argentyna i Kuba.

2. Najtrudniejszy moment w podróży?
Aga: Było ich kilka, kiedy miałam poczucie, że to bez sensu, że za ciężko, że mamy dosyć… Chyba najgorzej było w Guayaquil w Ekwadorze. Pozmieniali nam loty więc spaliśmy tylko 3 godziny, do tego zmiana czasu, zmęczeni samą podróżą, no i po okresie bycia „pod opieką” Marka w Brazylii nagle znów skok na głęboką wodę – kolejny kraj z nieco innym hiszpańskim, brak bezpieczeństwa, brak znajomości terenu i realiów i jeszcze… pokój bez okien ;). Wiem, że to są rzeczy normalne, przez które przechodzi pewnie każdy w podróży, ale dla mnie to był punkt kulminacyjny.
Adam: W Buenos Aires – zawitaliśmy do niego po raz drugi po powrocie z Patagonii, a następnego dnia wieczorem mieliśmy autobus do wodospadów Iguazu. Zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu co wcześniej – dotarło do nas wtedy w jak podłych warunkach spędziliśmy w nim prawie 2 tygodnie. Padał cały czas deszcz, Bartek się ciskał i złościł, tułaliśmy się w poszukiwaniu poczty, z której można by było wysłać paczkę do Polski, zjedliśmy paskudny obiad itd. Mieliśmy naprawdę potężnego doła i mieliśmy serdecznie dosyć całej podróży.

3. Najsmaczniejszy posiłek.
Aga: Wiem, że miał być jeden, ale to nie możliwe ;) –  stek wołowy w Argentynie, spaghetti warzywne w Ekwadorze i krewetki w wiórkach kokosowych z sosem ananasowym w Meksyku. Mniam!
Adam: Było ich wiele :) :) Zdecydowana większość w Meksyku – to moja ulubiona kuchnia.

4. Gdzie zostawiłam/-em swoje serce?
Aga: W dżungli Ekwadoru, w Misahualli. Tylko przyroda, cisza i spokój…
Adam: W Patagonii wśród lodowców, gór i przestrzeni. Wobec Kuby też jestem nieobojętny.

5. Najdziwniejszy zwyczaj, z którym się zetknęłam/-ąłem w podróży.
Aga: obrzęd w San Juan de Chamula, gdzie Indianka złożyła kurę w ofierze… ukręcając jej własnoręcznie łeb.
Adam: Obrzędy prekolumbijskie w kościele w San Juan de Chamula w Meksyku. A z zupełnie innej dziedziny to wrzucanie zużytego papieru toaletowego do koszy stojących koło muszli – ble.

6. Czego najbardziej żałuję?
Aga: … że miałam na Kubie tak niewiele możliwości, żeby tańczyć salsę. Oj nie „natańczyłam się” zdecydowanie i bardzo tego żałuję…
Adam: że nie znałem dobrze hiszpańskiego. A z rzeczy szalonych, to że nie popłynęliśmy na Antarktydę z Ushuai.

7. Moment największego strachu.
Aga: Ekwador, Banos, chodzi o Bartka, ale nie chcę o tym pisać.
Adam:  Jazda nocą na totalnym odludziu wąską kamienistą drogą w dżungli w poszukiwaniu kempingu w Calakmul w Meksyku.

8. Najciekawszy, najsympatyczniejszy człowiek, którego spotkałam/-em w trakcie naszej podróży.
Aga: Takich ludzi było wiele, ale gdybym miała wymienić: ks.Marek, który nas ugościł w Brazylii oraz ojciec Wiesław – nie znam człowieka, który ma taką niezachwianą wiarę w Boga,a także Piotrek ze Szczecina, którego spotkaliśmy na Kubie, Cynthia z Niemiec,
Adam: Ks. Marek z Brazylii, Carlos – przewodnik z Galapagos

9. Miejsce, do którego chciałabym/-łbym wrócić.
Aga: Prawie wszędzie chciałabym być jeszcze raz, ale teraz to chyba najbardziej… Patagonia! Sama jestem zaskoczona, bo zdecydowanie wolę ciepło niż zimno, ale te przestrzenie, te widoki, ta dzikość….
Adam: Patagonia.

10. Miejsce do którego nie chciałabym/-łbym wrócić.
Aga: Riobamba. Zdecydowanie. Chyba nawet nie ze względu na samo miasto, ale na całokształt. No i Guayaquil, bo to jedyne miejsce gdzie nie czuliśmy się bezpiecznie.
Adam: Guayaquil – nie czuliśmy się tam bezpiecznie. Riobamba – najbardziej depresyjne, brzydkie, okratowane miasto I Santiago de Cuba – ze względu na liczbę naciągaczy i cwaniaków, z którymi mieliśmy kontakt, lub od których musieliśmy się opędzać.

11. Najzabawniejsza sytuacja.
Aga: ciężko mi coś wybrać… ale chyba każdorazowo jak dostawaliśmy pytanie od miejscowych lub turystów z innych krajów „Skąd jesteście?” Adam: „Z Polski.” „A ty?” – to pytanie skierowane do mnie. Otóż mnóstwo osób brało mnie za latynoskę ze względu na moja urodę oraz fakt, że mówię po hiszpańsku (mimo, że wciąż słabo).
No i pytanie kilku osób anglo bądź hiszpańsko języcznych, którzy prowadzili „dyskusję” z naszym synem. On im coś zawzięcie opowiadał, a oni potem prosili o tłumaczenie, tyle, że… my nie wiemy co on do nich mówił, bo to był jego własny język. Zawsze byli bardzo zdziwieni i rozbawieni tą sytuacją.
Adam:  Nasz pokój w Hawanie na wysokim pierwszym piętrze, otwarte okno, pod spodem ulica. A Bartek krzyczy „koko” – co w jego języku oznacza, że coś się stało, zepsuło itp. A co się stało? Otóż nasz synek właśnie wyrzucił z rozkosznym uśmiechem parę swoich sandałów, które leżą teraz na środku ulicy. I teraz dopomina się zwrotu… Tak sytuacja powtórzyła się jeszcze raz następnego dnia ;).

12. 3 momenty, które najbardziej zapadły mi w pamięci.
Aga:

1. Brazylia, wodospady Iguazu, stoję na metalowym pomoście najbliżej wodospadu i czuję na sobie miliony maleńkich kropelek, taką mgiełkę. Mam zamknięte oczy, chłód mnie przenika na wskroś, a mimo to stoję  i stoję tam bez końca. Taka nieopisana jedność z naturą…
2. Kuba, Viniales, leżymy na dachu domku i patrzymy w gwiazdy. Cisza, spokój i czas na zadumę. Poczucie, że jest się maleńkim, maciupeńkim trybikiem w całym wszechświecie.
3. Meksyk, plaża Tulum, dzień się kończy, panuje półmrok, moi bliscy siedzą na plaży i czekają na mnie, a ja szaleję w falach Morza Karaibskiego. Czułam taką niczym nieskrępowaną wolność, radość i zabawę…. (cała się teraz uśmiecham na samo wspomnienie :))
Adam:
1. Lądowanie w Ushuaia – małe lotnisko na skalistym lądzie, wokół ośnieżone góry i morze. No i świadomość, że lądujemy właśnie na „końcu świata”.
2. Pierwszy spacer po Hawanie – przylecieliśmy na Kubę o trzeciej w nocy, tak więc jedynie przemknęliśmy taksówką przez uśpione miasto i poszliśmy spać. W południe wyszliśmy z hotelu, niepewni, trochę przestraszeni czego spodziewać się po kraju, który chociażby ze względu na ustrój polityczny miał być inny niż dotychczas odwiedzone państwa. Chłonęliśmy więc ostrożnie Hawanę, jej gwar, ruch uliczny, stare samochody, piękne choć zaniedbane budynki. Najchętniej chcielibyśmy być w tym momencie  przez nikogo nie zauważeni, ale Bartek w wielkim nosidle na moich plecach nie dawał na to najmniejszych szans ;)
3. Przejazd busem z Guayaquil do Cuenci przez piękne, majestatyczne Andy. Przejazd nocą, w deszczu i w szalonym tempie pokonując kolejne serpentyny.

13. Największe zaskoczenie w podróży?
Aga: Przed wyjazdem wydawało mi się, że podróż po Ameryce Łacińskiej z dwuletnim dzieckiem to co najmniej jak lot rakietą w kosmos. A gdy tylko trochę zaaklimatyzowaliśmy się w Buenos to od tej pory czułam, że to takie naturalne i… zwyczajne :). No i kwestie bezpieczeństwa mnie zaskoczyły, na plus. Po tych mrożących krew w żyłach historiach myślałam, że będziemy się bali hotel opuszczać ;) .
Adam: Zaskoczenie generalne – że udało nam się zjechać tak wiele miejsc i krajów z małym dzieckiem. Że wszędzie tam był z nami drepczący Bartek (lub machający nóżkami jeśli był w nosidle ; ) A z zaskoczeń mniejszych świadomość, że Ushuaia, która jest końcem świata na półkuli południowej leży zaledwie na szerokości geograficznej Gdańska.

14. W, którym miejscu mogłabym/mógłbym zamieszkać?
Aga: szczerze to chyba w żadnym… Kuba cudowna, ale dla turystów, Patagonia przepiękna, ale zimno itd. Itd. Chyba wolę model = mieszkać w Polsce i zwiedzać. Chociaż, jak Adam tak w Cuence roztaczał przede mną wizje zamieszkania tam…. ;)
Adam: W trakcie podróży kilka razy zdarzyło się, że będąc w danym miejscu myślałem, że mógłbym tam zamieszkać (ale potem mi przechodziło ;) ) I tak: w Buenos Aires, w dzielnicy Palermo, zielonej i eleganckiej, w El Chalten (argentyńska Patagonia) – urocza mała miejscowość, totalne bezludzie, góry w około, brak zasięgu komórek, albo Cuence (Ekwador) – bezpieczne, rodzinne i bardzo ładne miasto w Andach.

15. Gdy słyszę…. to myślę:

Argentyna:
Aga: Patagonia, dulce de leche, początek naszej podróży :)
Adam: Patagonia i Ziemia Ognista

Chile:
Aga: wietrzna i nudna ( jak dla nas) Punta Arenas, przepiękny park Torres del Paine, nieco lepsze bułki niż w Argentynie ;)
Adam: Torres del Paine – piękne góry i dzika przyroda.

Ekwador:
Aga: oj, tu mam dużo skojarzeń – przede wszystkim Galapagos (cudowne!), dżungla Misahualli, Indianie w tradycyjnych strojach, ale też Cuenca, gdzie spędziliśmy święta (moje pierwsze święta bez rodziców), no i ….kolendra meksykańska ;). Ogólnie egzotyka.
Adam: Oczywiście Galapagos – gigantyczne żółwie na wyciągnięcie ręki i pływanie z lwami morskimi; parada Paseo del Nino w Cuence oraz  małpy zaczepiające turystów w dżungli w Misahualli.

Brazylia:
Aga: Marek, bo to on był powodem naszej wizyty w tym ciekawym kraju, bujna roślinność i … ogromne karaluchy, żuki i inne robaki. No, ale wisienka na torcie to Iguazu.
Adam: Przede wszystkim wodospady Iguacu. I jedzenie – dużo bardziej różnorodne niż w Argentynie.

Kuba:
Aga: salsa, salsa i jeszcze raz salsa. No i szkoła targowania:). A ze smutnych rzeczy: rzeczywistość ekonomiczno-polityczna w jakiej żyje większość osób.
Adam: Komunizm i związane z nim braki towarów w sklepach, kolejki, limitowany Internet. Ale z kolei to właśnie komunizm wymusił na nas największy kontakt w miejscową ludnością.

Meksyk:
Aga: Meksyk był na samym końcu, więc mam natłok skojarzeń – ostre jedzenie, które wreszcie polubiłam, Ruiny Calakmul – przepiękne i dzikie. A z rzeczy prywatnych – spotkanie z ciocią i 7 fajnych dni w naszym uroczym domku.
Adam: Samochód J – był to jedyny kraj, po którym poruszaliśmy się wynajętym samochodem i bardzo mi się podobał ten sposób przemieszczania. Jedzenie – różnorodne, dobre, ooostre!

Barbados:
Aga: lenistwo, turkusowa woda i … czas na refleksje.
Adam: lenistwo, całe dni zabaw z Bartkiem na plaży, rejs katamaranem. I żal, że to już koniec podróży.

Komentarzy do 7 thoughts on “NASZE „NAJ”

  • 27 kwietnia 2014 z 05:56
    Permalink

    ………. normalnie jestem zauroczony i chyba sie wybiore z Wami nastepnym razem jako „opiekunek” do dziecka, a moze wtedy i do dzieci. Gratulacje podziwu pelne i do zobaczenia w Polsce za miesiac ( jak Was gdzies tam nie poniesie……..).

    Powtórz
    • 27 kwietnia 2014 z 12:02
      Permalink

      PaMa zapraszamy! Sprawdzałeś się w tej roli świetnie, o czym zaświadczyć może sam Bartek :). Do zobaczenia już niedługo, ściskamy :)

      Powtórz
  • 27 kwietnia 2014 z 22:40
    Permalink

    „krewetki w wiórkach kokosowych”? a fuj ;-) ale ananas ratuje sprawę :)

    Powtórz
    • 29 kwietnia 2014 z 23:27
      Permalink

      Nie znasz się Hubert, i tyle ;)

      Powtórz
  • 10 maja 2014 z 03:06
    Permalink

    podzielam zdanie jednego z komentarzy ze zazdroszcze podrozy.Widoki z Parku lodowcowego chyba mnie najbardziej zachecily do ogladania tej czesci Am. pol.
    Wasze komentarze jak zawsze b. ciekawe.
    Do zobazcenia c. Ela

    Powtórz
    • 12 maja 2014 z 22:21
      Permalink

      Ciociu, Patagonia jest przepiękna! Polecamy :).
      Do zobaczenia już niedługo :)

      Powtórz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*